Dziś w pracy się załamałam, bo jeszcze tak około marca złożyłam wniosek o tzw: "wczasy pod gruszą" zawsze to dodatkowa kasa i do tego w tym roku była mi potrzebna i to bardzo bo w końcu była chrześnicy komunia i chciałam dać kaskę żeby bratowa kupiła młodej rower jako prezent na komunię.A dziś była kaska tylko nie dla mnie. Bo jak pisałam wcześniej mój rodzony brat mnie urządził tak że spłacam jego długi a pobiera to komornik i cała kaska poszła na zobowiązanie komornicze.I się załamałam bo nie jestem w stanie wywiązać się z obietnicy. Kurcze nawet nie wiecie jak się głupio czuję bo obiecywałam kaskę a tu nic zero.I cały czas chce mi się płakać.
Jestem strasznie załamana bo czemu mam zawsze pod górkę znikąd żadnej pociechy. Ja już nawet nie marzę bo i tak się nie spełni. Z długów nie wybrnę chyba do śmierci. Wakacje to rarytas nie dla mnie nawet na głupi wyjazd za miasto bo nie mam kasy na nic.Wiecie ja cały czas mam dość i po cholerę żyję jak i tak mnie omija wszystko co dobre. Teraz o wymiankach czy innych zabawach to mogę pomarzyć.Jest coraz gorzej i nie wierzę że będzie lepiej.
Nawet nie wiem czy Gosia docenia to wszystko że tyle siedziałam w kościele przed komunią. Najgorsze w tym wszystkim jest to że nie mam z kim pogadać że muszę to tłamsić to w sobie.
nawet nie wiecie jak wam zazdroszczę jak oglądam jakie piękne dostajecie prezenty na urodziny czy imieniny a dla mnie zawsze nie ma. Wczoraj miałam imieniny i gdyby w pracy nie dostała upominku to nic bym nie dostała na urodziny też nawet nie marzę o prezencie. Raz chciałam by mi mama cokolwiek wyszyła tylko dla mnie to słyszę tekst"wyszyj sobie sama" a ja zrobiłam mamie prezent wyszyte samodzielnie biscornu.I wiecie ja muszę mieć pieniądze na prezenty dla wszystkich a mi się nic nie należy. Więc nie marzę o prezentach a urodziny czy imieniny bym chciała przespać albo żeby nie było w kalendarzu daty 28 marca i 24 maja( to moje niby święta).Jak ja to długo jeszcze wytrzymam.




